Zbyt łatwo oceniamy Dąbrowszczaków [KOMENTARZ]. Jarosław Osowski

Titelfoto: Demonstracja na placu Piłsudskiego upamietniająca dąbrowszczaków. Fot. Facebook/Zuza Ziółkowska.

Zbyt łatwo oceniamy Dąbrowszczaków [KOMENTARZ]

Jarosław Osowski

Foto: Dąbrowszczacy przed wycofaniem się z Hiszpanii przysięgają wierność sprawie Republiki
Dyskusja, czy odebrać ulicę Dąbrowszczakom, jest dla nich poniżająca – mówi Michał Broniatowski, syn ochotnika w wojnie domowej w Hiszpanii. Inny dodaje: – Jeśli to się stanie, to jakby mnie ktoś strzelił kulą w serce

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

Dom Spotkań z Historią zorganizował debatę „Ochotnicy wolności” o żołnierzach Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego. W tym tygodniu ukazał się też poświęcony im numer kwartalnika „Karta”. Spotkanie to kolejny przykład pokazujący, że sprawa Dąbrowszczaków nie jest tak czarna, jak ją kreśli Instytut Pamięci Narodowej. Na zmianę nazwy ulicy na Pradze pochopnie też zgodzili się eksperci z Zespołu Nazewnictwa Miejskiego, którzy teraz tylko „przyjmują do wiadomości” kolejne protesty. Decyzja w sprawie Dąbrowszczaków należy do Rady Warszawy. Jeśli nie będzie podjęta do końca sierpnia, do akcji wkroczy wojewoda z PiS.

Pozbawić ulicy i wziąć odwet

Z drugiej strony barykady mamy grupę „Łapy precz od Dąbrowszczaków” z jednoznacznym przekazem: ochotnicy jechali w latach 1936-39 do Hiszpanii walczyć z faszyzmem, bronić wartości demokratycznych. Działacz Partii Razem Maciej Mońkiewicz: – Główny temat jest taki, czy pozbawiać ulicy ludzi, którzy w większości zginęli [ponad 3 tys. osób], i brać nad nimi symboliczny odwet.

– Niepokoi mnie ten impet młodego pokolenia – komentował zaproszony do debaty prof. Andrzej Chojnowski, który zasiadał w Radzie IPN. – Zatrzymanie się nad tym, jakie ktoś miał intencje, jadąc do Hiszpanii, można sprowadzić do absurdu.

– Hiszpanie to naród krewki. Pucze i rewolty trwały u nich od połowy XIX w. – przypomniał prof. Andrzej Paczkowski, historyk z Polskiej Akademii Nauk.

Pomoc opłacona złotem

– To był spór nie tyle o władzę, ile o koncepcję społeczeństwa. Dość szybko zaczęła się ideologizacja tej wojny. Obie strony potrzebowały pomocy. Pierwszy ruch wykonali zwolennicy generała Franco. Wystąpili do Włoch, a potem Hitler posłał samoloty – mówił prof. Chojnowski. – Stalinowi, zajętemu czystkami, wielkim głodem na Ukrainie i kolektywizacją rolnictwa, przydała się idea ochotników. Zgodził się na utworzenie brygad międzynarodowych, które w dużym stopniu składały się z ludzi afiliowanych do partii komunistycznych. Była to pomoc ciężko opłacona hiszpańskim złotem.

Maciej Sanigórski z Partii Razem przekonywał, że zryw brygad międzynarodowych był spontaniczny. Grupa Polaków w lipcu 1936 r. ruszyła do walki prosto ze spartakiady robotniczej w Barcelonie. Według niego większy wymiar w czasie wojny domowej osiągnął terror frankistów.

Odniósł się do tego prof. Paczkowski: – Terror puczystów przybierał postać zorganizowaną. Terror republikanów był z reguły odruchem społecznym, choć zdarzały się też masakry z rozkazu Moskwy.

Co się stało z Dąbrowszczakami?

Prowadzący debatę Dominik Czapigo zastanawiał się, jak na ocenę Dąbrowszczaków wpływa ich działalność po wojnie hiszpańskiej. Część trafiła potem do ruchu oporu we Francji, część do armii gen. Andersa, niektórzy wrócili do Polski i wstąpili do Gwardii Ludowej albo Armii Ludowej. Potem znaleźli się w powojennym aparacie komunistycznym, ale byli też wśród nich szykanowani oraz tacy, którzy skupili się np. na działalności spółdzielczej.

– Nikt nie odbiera tym ludziom dzielności, ale sprawa, o którą walczyli, nie jest godna upamiętnienia. Jak można mówić o „ochotnikach wolności”, która nie była celem ani gen. Franco, ani komunistów? – pytał Tomasz Wiślicki z krzeseł dla publiczności. – To polityka historyczna państwa decyduje, kogo czcimy. Dlatego Dąbrowszczacy nie powinni mieć ulicy w mieście stołecznym.

– To nie jest już tylko walka o ulicę. IPN opiniuje też programy szkolne – odparł Maciej Sanigórski.

Do dyskusji włączyły się osoby, których ojcowie walczyli w Hiszpanii. – To był zryw serca i młodzieńczych wartości. Moi rodzice mieli po 22 lata. Ostrzegam, żeby nie oceniać tego z dzisiejszej perspektywy – nawoływała Małgorzata Melchior.

Wyraźnie wzruszony pan Filipek wspominał ojca, który pojechał na wojnę w wieku 31 lat i zginął w Hiszpanii w kwietniu 1937 r.

– Emigrował do Francji, bo w Polsce nie było pracy. To nie był światły człowiek. Za namową komunistycznej centrali związkowej, która opowiadała, jak ciemiężony jest lud Hiszpanii, pojechał na wojnę. Dziwię się, że niektórzy tak łatwo tych ludzi teraz osądzają. Jakby nazwa „Dąbrowszczaków” została zdjęta z ulicy, to jakby mnie ktoś kulą w serce strzelił – mówił łamiącym się głosem.

Trzeba zapytać ludzi

– Mój ojciec był wielokrotnie zapraszany do Hiszpanii, gdzie chciano go uczcić. W Polsce obniżono emerytury dziesięciu żyjącym jeszcze Dąbrowszczakom – przypomniał Michał Broniatowski. – Ojciec został ranny nad Ebro. Tablica upamiętniająca tę bitwę została zdjęta z Grobu Nieznanego Żołnierza. To hańba.

– W historii ważne są motywacje ludzi – podkreślała Barbara Toruńczyk. – W sprawie ul. Dąbrowszczaków trzeba zapytać ludzi, którzy tam mieszkają, dotrzeć do tych, którzy tę nazwę nadawali.

Wystąpił też Roland San Sebastian, Bask, którego republikańscy rodzice emigrowali z kraju. – Dyskusja o Dąbrowszczakach to odprysk czegoś większego, co jak kornik toczy teraz polskie społeczeństwo. W Hiszpanii te Brygady Międzynarodowe to są „ochotnicy wolności” – mówił.

Quelle: Aktualności

Redaktion KFSR

Redaktion KFSR